piątek, 29 sierpnia 2008

"To think music” (E. Satie)

Codziennie czytam, a może raczej przeglądam, różnego rodzaju blogi (blogi na temat stylu, jedzenia, sztuki, etc.). Korzystam z linków, a potem linków linków itd., itp. Dziś natrafiłam na tę stronę, a tam automatycznie odtworzył się utwór, cichy fortepian.

Oniemiałam.

Poczułam, że znam go od zawsze. Dziwne, bo przecież nie jestem wielką fanką muzyki instrumentalnej, gdy nikt nie śpiewa szybko się nudzę (wyjątkiem jest pewnie muzyka filmowa). Okazało się, że to „Gymnopedie nr 1” Erika Satie.



Satie (1866-1925) był kolorową postacią Paryża na początku XX wieku, przede wszystkim kompozytorem i pianistą, dość prekursorskim zresztą. Tworzył muzykę do sztuk teatralnych (Jean Cocteau), współpracował z dadaistami (np. pisał artykuły dla dadaistycznego „391”; w 1921 wraz z Man Rayem wykonał ready-made „The Gift”), surrealistami (np. napisał muzykę do filmu Rene Claira), obracał się w kołach Gertrudy Stein, kolekcjonował parasolki (miał ich ponad 100), a rysunki budynków wybudowanych w jego wyobraźni chował w szafie…Ekscentryczny. Inspirujący. Fascynujący.

Słuchając jego serii „Gymnopedie” i „Gnossienne” wróciłam na chwilę do twórczości dadaistów i do wyżej wspomnianego „391”. Znalazłam wiersz Waltera Conrada Arensberga „Arithmetical progression of the verb ‘to be’”, nie jest to wprawdzie majstersztyk poetycki, ale współgra w jakiś niezwykły sposób z utworami Erika Satie. Jeśli pominąć analizę i interpretację treści wiersza, a skupić się bardzo pobieżnie tylko na jego strukturze – przypomina on zapis muzyczny na pięciolinii, przy czym każde słowo to nuta. Nie umiem tego jednak teraz w żaden sposób uzasadnić, przynajmniej teraz.



Tak chyba dopiero zaczyna się
moja przygoda z muzyką Erika Satie.

Tak chyba zaczyna się
powrót do dada i surrealizmu.

0 comments: