Byliśmy na wakacjach w Chorwacji. Pierwsze prawdziwe wakacje od pewnie 10 lat, bo w końcu te studenckie wyjazdy "za chlebem" albo wizyty u rodziny się nie liczą jako wakacje. Też pierwszy taki prawdziwy urlopowy wyjazd z Kubą. Trogir, Split, upał, burek, tanie i pyszne lody, palmy, długie wycieczki w pełnym słońcu, no i masa zdjęć. Tak bardzo się cieszyłam, bo nowe miejsca oznaczało także mnóstwo inspiracji fotograficznych, a wąskie uliczki miast, które odwiedziliśmy i cała masa dobrego światła tylko zachęcały do robienia zdjęć.
Zaraz po przyjeździe do domu obejrzałam zawartość karty z aparatu, wykasowałam te zdjęcia, które wydały mi się niezbyt korzystne dla mojego image oraz te ruszone lub nieostre. Okazało się potem, że wykasowałam nie pojedyncze pliki, ale wszystko, co było na karcie. Wszystko. Potem próbowałam odzyskać wakacyjne zdjęcia i filmy, ale żaden program nie pomógł.
“Photographs furnish evidence” (Susan Sontag)
Mam te zdjęcia w głowie, pamiętam, wspomnienia są jeszcze żywe, ale za kilkanascie lat (a może nawet kilka miesięcy) będzie mi trudno sobie przypomniec, co robiłam i gdzie byłam w sierpniu 2010. Zdjęcia to nie tylko wspomnienie, przedstawienie danej chwili, ich zadaniem jest z „przypominać” nam o przeszłości, a także „udowadniać”, że pewne wydarzenia „były” („A photograph passes for incontrovertible proof that a given thing happened” jak pisała Susan Sontag). Nie udowodnię swoim dzieciom czy znajomym, że byłam w Chorwacji samymi słowami czy kapeluszem z trawy morskiej, który przywiozłam sobie z Trogiru. Opalenizny też nie mam, bo używałam kremu z wysokim filtrem ochronnym.
“To collect photographs is to collect the world” (Susan Sontag)
Stworzyłam w swoim komputerze folder z inspirującymi zdjęciami i obrazami. Jestem zachłanna, łatwo uzależniam się od internetowych kolekcji zdjęć. Często mam wrażenie, że, by łatwiej zrozumieć świat i to, co się z (w) nim dzieje, wystarczy mieć szeroko otwarte oczy i umieć uważnie przyglądać się innym. Więc praktykuję uważność, z naciskiem na uważność wizualną. Robienie zdjęć w Chorwacji było sposobem na oswajanie tego kraju, to było przyglądanie się i próba zrozumienia, a zdjęcia już wydrukowane miały być moją inspiracją, wytchnieniem. Miały być kolekcją świata, w którym byłam.
Cieszę się jednak, że do Chorwacji chcemy kiedyś wrócić. Będę wtedy ostrożna i liczę na to, że zdjęć nie zaprzepaszczę.
